zysk

W latach 1945-1974 świat zachodni – między innymi Ameryka – był bardziej socjalny niż liberalny, sprzyjał bardziej pracownikom niż biznesmenom. Choć może to brzmieć zaskakująco, gdy spojrzymy na kontekst tego, jest to jak najbardziej logiczne.

Dopiero co zakończyła się druga wojna światowa i Wielki Kryzys był nadal żywym wspomnieniem w umysłach większości Amerykanów. Przeżywszy te trudne czasy, Amerykanie chcieli bardziej łaskawego, przyjaznego pracownikom rządu.

I nie byli w tym odosobnieni. W Anglii Winston Churchill przegrał wybory w 1945 roku – pomimo tego, że był bohaterem wojennym – głównie dlatego, że Anglicy chcieli rządu sprzyjającego pracownikom, a nie liberalnego. W USA prezydent Franklin Delano Roosevelt już dawno wprowadził politykę propracowniczą, między innymi Nowy Ład i program opieki społecznej Social Security.

Ta tendencja zaczęła się zmieniać w 1974 roku, kiedy przyjęto reformę systemu emerytalnego. Zgodnie z nowymi przepisami, firmy mogły przestać utrzymywać plany emerytalne o określonym świadczeniu i przejść na plany emerytalne o określonej składce.

Krótko mówiąc, główną odpowiedzialność – a także koszt i długofalowe konsekwencje przejścia na emeryturę – przeniesiono z pracodawcy na pracownika. W rezultacie plany emerytalne zostały wyparte przez indywidualne konta emerytalne.

Inwestujesz w swoją emeryturę, poznaj giełdę

Można pomyśleć, że ponad 30 lat temu pracownicy zyskali najwięcej na zmianach wprowadzonych przez reformę emerytalną, ja jednak twierdzę, że tak naprawdę największą korzyść odniosła giełda.

Pozwólcie, że wyjaśnię.

Gdy kupuję jakąś nieruchomość, mogę zapłacić raz 6% prowizji. Nawet, jeśli co miesiąc zarabiam pieniądze na mojej inwestycji i tak płacę pośrednikowi nieruchomości tylko raz. Jeżeli sprzedaję, to mogę zapłacić prowizję albo nie. Wybór należy do mnie.

Jednak gdy ktoś inwestuje w fundusze inwestycyjne (najczęściej wybierany instrument inwestycyjny), bardzo często płaci prowizję czyli „opłatę za zarządzanie”, np. co miesiąc – nawet jeśli traci pieniądze.

Chcę tu zaznaczyć, że nie jestem przeciwny płaceniu honorariów i prowizji – pod warunkiem, że zarabiam pieniądze. Jednak trudno jest mi co miesiąc płacić prowizje czy honoraria za złe doradztwo. A większość rad funduszy inwestycyjnych jest zła, zwłaszcza po lutym 2000 roku.

To uczucie nie jest odwzajemnione

W swojej książce Unconventional Success David Swensen, główny dyrektor do spraw inwestowania uniwersytetu Yale, napisał: „Prowizje przy zakupie funduszy oraz obciążenia podatkowe związane ze zmianą funduszu obniżają i tak niskie stopy zwrotu z inwestycji. Inwestujący w fundusze inwestycyjne aktywnie zarządzanych prawie zawsze tracą”.

Autor stwierdził dalej: „Inne czynniki – nieetyczne łapówki i niedopuszczalne praktyki zbywania akcji – pozostają zwykle poza polem widzenia”. Swensen cytuje także wyniki badań i analiz zysków generowanych przez fundusze inwestycyjne w ciągu 20 lat.

Badania ukończono w 1998 roku. Dowiodły one, że przez ponad 20 lat fundusze inwestycyjne osiągały niezadowalające stopy zwrotu, przeciętnie 2,1% poniżej zmian indeksu Vanguard 500. A badania zakończono w 1998 roku, tuż przed szczytem rynku!

Innymi słowy, większość osób zarządzających funduszami inwestycyjnymi nie potrafi osiągnąć lepszych wyników od tych uzyskiwanych przez automatyczne systemy transakcyjne, które stosują na przykład fundusze indeksowe. Jednak nie przeszkadza im to w regularnym pobieraniu „opłaty z tytułu zarządzania”.

Tak naprawdę, Swensen twierdzi, że te opłaty są jednym z powodów, dla których wielu zarządzających funduszami inwestycyjnymi nie osiąga lepszych wyników niż fundusze indeksowe. „Obniżenie wydajności w dużej mierze powodowane jest przez opłaty z tytułu zarządzania” – pisze autor.

Dlatego, jeśli myślicie, żeby ulokować swoje pieniądze przeznaczone na emeryturę w funduszu inwestycyjnym, koniecznie zapytajcie o prowizje i opłaty za zarządzanie. Albo jeszcze lepiej, rozważcie fundusz indeksowy.

Robert Kiyosaki

O tym jak zadbać o swoje pieniądze dowiesz się z książki Roberta Kiyosaki pod tytułem KTO ZABIERA TWOJE PIENIĄDZE!

• Czy jesteś już zmęczony słuchaniem porady, która brzmi: „oszczędzaj pieniądze, inwestuj długoterminowo i dywersyfikuj”?

• Czy chcesz się dowiedzieć, jak i dlaczego profesjonalni inwestorzy zwiększają szybkość obiegu swoich pieniędzy, zamiast je lokować?

• Czy wiesz, że firma Twojego doradcy inwestycyjnego zarabia pieniądze nawet wtedy, gdy Ty je tracisz?

• Czy chcesz wiedzieć, dlaczego większość doradców finansowych nie chce, żebyś przeczytał tę książkę?

… Jeśli tak, to ta książka jest dla Ciebie!

Kliknij i dowiedz się czego nie powie Ci Twój doradca finansowy!

Jak donoszą media, wiele elitarnych firm z Wall Street musiało wypłacić inwestorom dziesiątki milionów dolarów odszkodowań. Eliot Spitzer, prokurator generalny stanu Nowy Jork, poinformował nas, że kary te nałożono za rzekomo złe doradztwo inwestycyjne.Przywodzi mi to na myśl jedną z moich ulubionych wypowiedzi znanego inwestora, Warrena Buffetta: „Wall Street jest jedynym takim miejscem na świecie, gdzie ludzie przyjeżdżają rolls-royce’ami po radę do tych, którzy podróżują metrem”.

Już od dawna mam bardzo krytyczny stosunek do jakości porad finansowych typu: „Pracuj wytrwale, oszczędzaj, spłać długi, inwestuj długoterminowo i dywersyfikuj”. Często rady takie są bardziej marketingowym bełkotem doradcy finansowego (osoby, która podróżuje metrem) niż solidną poradą inwestycyjną.

Choć uważam, że Spitzer wykazał się odwagą, zmuszając kilka firm z Wall Street do wypłacenia milionów dolarów kary za złe doradztwo, to wydaje mi się, że inwestorzy, którzy posłuchali tych wątpliwych rad także ponoszą pewną odpowiedzialność. Czy umiejętność odróżnienia dobrej rady od złej nie jest częścią wiedzy o tym, co się robi?

Różnica między inwestowaniem a kupowaniem

Problem polega na tym, że większość inwestorów nie wie, jak bardzo zła jest standardowa porada inwestycyjna. Miliony inwestorów, postępując zgodnie z mantrą: „Pracuj wytrwale, oszczędzaj, spłać długi, inwestuj długoterminowo i dywersyfikuj”, straciły 7-9 bilionów dolarów w latach 2000-2004. Dziś wielu ludzi nadal stosuje się do tych rad.

Miliony inwestorów nie tylko straciły biliony dolarów, wielu z nich przegapiło także boom na rynkach nieruchomości, ropy naftowej, gazu ziemnego i metali szlachetnych. Ponadto, mimo olbrzymich strat inwestorów, na Wall Street zostały wypłacone największe w historii premie.

Jednakże inwestorzy powinni zrozumieć wynikającą z tego przestrogę: „Kupujący, miejcie się na baczności”. Inwestowanie to nie to samo co kupowanie. Jeśli nie jestem zadowolony z narzędzia czy koszuli, które kupiłem w domu towarowym, zwykle mogę odzyskać pieniądze. Gdy udajemy się na zakupy, oczekujemy, że towary będą warte swej ceny. Ale gdy inwestujemy, robimy to w nadziei, że zarobimy więcej pieniędzy – i wiedząc, że ryzykujemy poniesienie strat. Co by się stało z sektorem finansowym, gdyby skarżono brokerów za każdym razem, gdy ich klient traci pieniądze? Koła światowego handlu stanęłyby w miejscu.

Chodzi mi o to, że na świecie pełno jest uczciwych ludzi, którzy udzielają złych rad. „Pracuj wytrwale, oszczędzaj, spłać długi, inwestuj długoterminowo i dywersyfikuj” – to przykład takiej uczciwej, złej rady inwestycyjnej.

Bardzo często spotykamy się także z nieobiektywnymi radami, dlatego też ludzie mówią: „Nigdy nie pytaj agenta ubezpieczeniowego, czy powinieneś się ubezpieczyć; ani sprzedawcy jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych, czy polecają takie fundusze”. Co więcej, istnieje także wielu oszustów i kanciarzy, którzy celowo sugerują nam nieuczciwe przedsięwzięcia.

Dostrzec różnicę

I chociaż konieczne jest, żeby Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oraz odważny prokurator generalny, taki jak Spitzer, egzekwowali przepisy, to my, indywidualni inwestorzy i tak musimy być czujni i osobiście odpowiedzialni za przyjęcie rad, które otrzymujemy i za to, co robimy z naszymi pieniędzmi.

Moim zdaniem, oznacza to, że każdy z nas musi być odpowiedzialny za własną finansową edukację, abyśmy mogli odróżnić dobrą radę od rady nieobiektywnej czy nieuczciwej. Jeśli nauczysz się rozpoznawać te trzy rodzaje rad, to stanie się bogatym będzie proste.

Albo inaczej, jeśli słuchasz rady osoby, która podróżuje metrem, nie dziw się jeśli później sam będziesz musiał w ten sposób podróżować.

Dowiedz się jak zwiększyć swój finansowy IQ i mądrzej zarządzać swoimi pieniędzmi.

Jak już powiedziałem, klienci dla twojej firmy są jak krew dla organizmu. Bez nich bardzo szybko wypadniesz z rynku. Większość twojej energii pochłonie zdobywanie i utrzymywanie klientów przy firmie.

Nowych klientów zdobywa się najtrudniej oraz najdrożej cię kosztują. Aby twoja firma stała się dla nich atrakcyjna, będziesz musiał poświęcić im więcej czasu, pieniędzy i energii. Jeżeli zakładasz firmę to posłuchaj mnie uważnie, gdyż od sukcesów na tym etapie zależeć będzie twoje istnienie na rynku za dwa lata.

W jaki sposób twoja firma może przyciągnąć nowych klientów? Gdyby istniała jedna, prosta odpowiedź na to pytanie, warta byłaby milion dolarów. Mimo tego, że nie ma jednej, prostej odpowiedzi, istnieją pewne sposoby, których wykorzystanie ułatwi ci zadanie i sprawi, że oszczędzisz pieniądze. Naucz się nie popełniać błędów, które inni popełniają, a twoje szanse na sukces wzrosną.

Pierwszym błędem popełnianym przez nowe firmy w celu zdobycia klientów jest obniżanie cen do poziomu niższego niż u konkurencji. Tym samym w nieświadomy sposób zaczynają proces upadku firmy.

Pozwólcie, że wyjaśnię wam, dlaczego uważam, że jest to recepta na katastrofę. O ile nie jest to próba wprowadzenia na rynek nowego produktu, to konkurencja ustaliła już ceny rynkowe produktów. Więc sprzedaż tych samych produktów po niższych cenach zniszczy istniejącą już strukturę cenową. Twoją konkurencję to rozzłości, a ty dalej nie będziesz miał żadnych gwarancji, że ludzie przyjdą do ciebie i kupią twój produkt.

Nauczyłem się tego z własnego doświadczenia. Kiedy po raz pierwszy zaistniałem na rynku sprzedając bilety lotnicze, nie wiedziałem tego wszystkiego, co wiem dzisiaj. Ustaliłem sobie wtedy mój margines zysku na 5% i postanowiłem, że moje biuro będzie znane ze sprzedaży pewnych biletów lotniczych taniej niż u konkurencji.

Mało brakowało, a ogłosiłbym upadłość. Mój margines okazał się za mały, by starczył na pokrycie moich comiesięcznych wydatków, co miało bezpośredni wpływ na przepływ gotówki. Marketing mojej firmy działał efektywnie, nowych klientów przybywało, lecz nie zarabiałem wystarczająco dużo pieniędzy i nie wiedziałem, w czym leży problem.

W końcu o pomoc w znalezieniu efektownych rozwiązań poprosiłem mojego ojca. Zapytał mnie na wstępie o mój margines zysku i jego wysokość. Gdy mu odpowiedziałem, oznajmił jednoznacznie, że to zdecydowanie za mało i jeżeli nie zwiększę go, to wkrótce mogę wypaść z rynku. Dziękuję Bogu za mojego ojca! Poszedłem za jego radą i po kilku miesiącach udało mi się uniknąć katastrofy.

Dzisiaj, moje biuro podróży jest ekspertem w dziedzinie podróży międzynarodowych, lecz nie jest już najtańsze. Oczywiście, że ludzie chcą kupować po cenach konkurencyjnych, ale chcą też kupować u kogoś, kto wie, co robi. Często tanie nie znaczy lepsze.

Badania rynkowe dowodzą, że głównym powodem, którym ludzie kierują się dokonując zakupów jest pewność oraz zaufanie, jakim darzą sprzedawcę i produkt. Cena prawie nigdy nie była dominującą przyczyną i tylko dla niewielu jest ona na pierwszym miejscu.

Nie zakładaj firmy dla ludzi, którzy chcą robić zakupy tylko tam, gdzie jest najtaniej. Dlaczego? Dlatego, że jak tylko znajdą inny sklep, oferujący niższe ceny, nigdy więcej ich już nie zobaczysz. Czy właśnie takich klientów potrzebujesz? Myślę, że nie.

Jeżeli zbudujesz swoją firmę na założeniu, że zawsze będziesz najtańszy, założenie to zawsze będzie ograniczać twój rozwój. Nie musisz być najtańszy. Wystarczy, że będziesz konkurencyjny. Te dwie rzeczy bardzo różnią się od siebie.

Pozwól, że zaprezentuję ci nowy sposób zdobywania klientów. Pamiętasz co powiedziałem, że klientów interesuje nie tylko ich potrzeba i pragnienie? A także, że ty, jako biznesmen powinieneś myśleć o tym, w jaki sposób twój produkt lub usługa może być korzystna dla klientów?

Niech twoje ceny będą takie same jak u konkurencji, a nawet troszkę wyższe. I wtedy właśnie wprowadź nowy system usług. Bądź przyjaźnie nastawiony, pomocny i zawsze uśmiechnięty, gdy klient wchodzi do twojego sklepu. Tym samym twój produkt staje się inny niż u konkurencji, a nawet zyskuje na wartości.

Twoja firma, produkt lub usługa musi wyróżniać się od reszty. Zadaj sobie następujące pytania: Dlaczego ktoś powinien przychodzić do mojego sklepu i coś u mnie kupować? Jeżeli nie różnisz się niczym od wszystkich innych, to dlaczego mają kupować właśnie u ciebie? Twoi przyjaciele i krewni na pewno przyjdą na zakupy do ciebie, ale chcesz też, by twoja firma wykraczała poza krąg tych relacji, prawda?

Niech twój marketing skupi się na mniejszej grupie ludzi. Dlaczego? O wiele łatwiej jest zbudować relacje z mniejszą grupą ludzi lub jednostek. To właśnie nazywamy wysoce efektywną niszą rynkową.

Niech twoim celem będą budynki otaczające twoją firmę, chodzenie od drzwi do drzwi i przedstawianie siebie i swojej firmy. Spotykaj się z innymi biznesmenami i zaprezentuj siebie. Pamiętaj, że ludzie z innych firm to też klienci.

Będąc młodym człowiekiem, zostałem wybrany na radnego w moim mieście. O to stanowisko rywalizowały jeszcze trzy inne osoby, lecz wybrano właśnie mnie. Co takiego było sekretem mojego zwycięstwa? Było to pukanie od drzwi do drzwi każdego domu w moim okręgu wyborczym, przedstawianie się i proszenie o zagłosowanie na moją osobę. Pozostali trzej kandydaci nie robili tego.

W biznesie jest podobnie, a wszystko opiera się na relacjach. Ludzie chcę robić interesy z kimś, kogo znają, choćby w jakimś stopniu. Im lepiej wychodzi ci budowanie relacji, tym więcej sukcesów w biznesie.

Zdobywanie nowych klientów jest jednym z najbardziej kosztownych czynników w biznesie. Nie spędzaj na tym całego swojego czasu, energii i pieniędzy. Naucz się, jak z nowych klientów zrobić stałych klientów.

David Tinney

W każdym mieście, które odwiedzam (nawet w Azji) słyszę od mieszkańców te same komentarze: „Tego się tutaj nie da zrobić”, „Nieruchomości są po prostu zbyt drogie”, „Tu nie ma warunków dla korzystnej transakcji”. Bawi mnie ten sposób myślenia i nie zamierzam walczyć z kimś, kto jest przekonany, że mu się nie uda. Gdyby każdy patrzył na nieruchomości tak jak ja, miałbym o wiele większą konkurencję i w rezultacie płaciłbym więcej za swoje inwestycje.

To prawda, że miasta cechuje cykliczność, zwykle związana z demografią i warunkami ekonomicznymi w danym rejonie. Twoim zadaniem jest określenie, w którym momencie cyklu gospodarczego znajduje się Twoje miasto. W tych samych miastach, inwestorzy zarabiają miliony tuż pod nosem innych ludzi. Jednym ze sposobów, na dostrzeżenie rozwoju jest policzenie dźwigów używanych przy budowie wysokich budynków. Nowe, wysokie budynki oznaczają miejsca pracy. W Las Vegas te budynki to kasyna, w Nowym Yorku – biurowce, domy wielorodzinne i sklepy. Zawsze odbywa się to tak samo: osoba inwestująca w nieruchomości postanawia zaciągnąć kredyt i zbudować budynek. Jestem pewien, że żaden bank nie udzieliłby pożyczki, a deweloper nie wzniósłby budynku, gdyby nie przekonanie, że to opłacalna inwestycja.Nie sugeruję, żebyś natychmiast zabrał się za budowanie dużej nieruchomości. Mówię jedynie, żebyś zaczął dostrzegać pewne oznaki rozwoju w swoim otoczeniu. Jeśli zaczniesz zwracać na nie uwagę, Twoja inwestycja będzie o wiele bardziej dochodowa. W książce The ABC’s of Real Estate Investing o wiele dokładniej przedstawiam moje poglądy dotyczące rozpoznania rynku.Rynek jest ważniejszy niż nieruchomość
Spójrzmy prawdzie w oczy, jaki jest pożytek z nieruchomości inwestycyjnej, w której nikt nie chce zamieszkać? Jest to dość proste, ale wszędzie spotykam inwestorów, którzy dają się skusić na „świetną transakcję” i okazuje się, że cena była tak niska, ponieważ poprzedni właściciele nie mogli znaleźć lokatorów. Brak przychodu jest głównym powodem tego, że inwestycje dotyczące nieruchomości się nie udają. Osobiście wolałbym mieć okropną (pod względem estetycznym) nieruchomość ze świetną lokalizacją na rynku, który idzie w górę, niż piękną, nową nieruchomość w rejonie, w którym gospodarka jest w depresji. Mniej interesuje mnie to, jak moja nieruchomość wygląda niż to, jak wysoki przepływ pieniężny generuje.

Gdy tylko zidentyfikujemy rynek, natychmiast zakładamy na tym terenie naszą sieć, aby zacząć gromadzić informacje i przygotować się do transakcji. Nasze potrzeby są wyraźnie określone. Prawie nigdy świetne inwestycje nie są Ci przedstawiane jako takie. Sekret dobrej transakcji leży w tym, co chcesz z nią zrobić. Co możesz zrobić inaczej niż inni ludzie, aby wygenerować przepływ pieniężny i zwiększyć wartość obiektu?

Poszukujemy źle zarządzanych nieruchomości, które redukują obecnym właścicielom przepływ pieniężny, po czym, gdy ją kupimy, usprawniamy procedury zarządzania. Idea jest bardzo prosta. Innymi słowy, wyszukujemy budynki, które mogą być bardziej dochodowe w rękach nowego właściciela. Właśnie w tym celu stworzyłem swój zespół. Ty także możesz tak postąpić.

Niedawno znaleźliśmy budynek położony w Phoenix, który był poważnie zaniedbany. Był on samodzielnie zarządzany, ale na odległość. Bardzo bogaty właściciel mieszkał w Meksyku i najwyraźniej nie miał czasu, aby zająć się tą sprawą. Wypisywał tylko czeki pokrywające straty, a od dwóch lat wynajmowane było tylko 68% powierzchni mieszkalnej. Wytworzyła się kombinacja zabójcza dla inwestycji: wysokie koszty, niski przychód W niecały dzień (po prostu jeździłem po okolicy i kontaktowałem się z konkurencją w tym rejonie) dowiedziałem się, że choć czynsz w tej nieruchomości był niski w porównaniu z innymi cenami na lokalnym rynku, wskaźnik powierzchni niewynajętej w tym domu wynosił 30%, przy średnim wskaźniku 7% w całej okolicy.

Kupiliśmy ten budynek, szybko wynajęliśmy puste pokoje i zmniejszyliśmy koszty eksploatacji, stosując dobre i solidne praktyki zarządzania. W niecały miesiąc zwiększyliśmy wartość tej nieruchomości o milion dolarów. Wszyscy są zadowoleni z wyników: nasi inwestorzy, ponieważ zwiększyły się zyski i lokatorzy, ponieważ o wiele lepiej się im mieszka.

„Znalezienie nieruchomości inwestycyjnej jest dopiero pierwszym krokiem. Dużo pieniędzy zarabia się i traci wskutek dobrego lub złego zarządzania nieruchomością. Jeżeli zamierzasz inwestować z powodzeniem na rynku nieruchomości, musisz zrozumieć zasady zarządzania nieruchomością”.

Robert Kiyosaki

Analiza nieruchomości inwestycyjnych
Staranna analiza stanu nieruchomości – to proces sprawdzania nieruchomości przed i podczas zakupu. Analiza powinna rozpocząć się zanim złożysz ofertę zakupu, a jej szczyt przypada w okresie pomiędzy akceptacją twojej oferty a jej zamknięciem; przedział czasu jest ściśle określony.

Z punktu widzenia zarządzania nieruchomościami, staranna analiza jest inwestycyjnym być albo nie być. Właśnie w jej trakcie powinieneś się dowiedzieć wszystkiego, co tylko możliwe, by inwestycja w nieruchomość, którą zamierzasz nabyć, zakończyła się sukcesem. Powinieneś poznać faktyczny stan budynków i posiadłości, zapoznać się z umowami najmu, kosztami itd. Różnice pomiędzy stanem rzeczywistym a przedstawionym wcześniej mogą stanowić lukę, która da ci dodatkowe zyski, a także pomoże zaoszczędzić na wielu wydatkach.

Porównawcza analiza rynku jest najważniejszą częścią starannej analizy i polega na zestawieniu czynszów za wynajem interesującej cię nieruchomości z czynszami podobnych nieruchomości. Dobra porównawcza analiza rynku pozwoli ci zorientować się w wysokości czynszów w okolicy. Przeprowadzając taką analizę, będziesz mógł zadecydować, czy podwyższyć czynsz, czy go obniżyć, czy uatrakcyjnić ofertę najmu, czy też nic nie zmieniać.

Narzędzia pomocne w zarządzaniu
Lista czynności towarzyszących wprowadzaniu się nowego lokatora jest dokumentem, którego zarządzający nieruchomością używa podczas wprowadzania się lokatora do twojej posiadłości. Lista ta wymusza na zarządcy bycie skrupulatnym.

Ważne jest to, aby konsekwentnie sprawdzać zdolność kredytową i niekaralność naszych lokatorów. Istnieją firmy zajmujące się sprawdzaniem tych informacji. Korzystanie z takich usług sprzyja właścicielowi, gdyż gwarantuje lepszych lokatorów i pewniejszy wynajem. Wydatkiem za tę usługę może być obciążony ubiegający się o wynajem.

Umowa najmu jest jednym z najważniejszych dokumentów przed wprowadzeniem się lokatora. Należy upewnić się, iż zajęliśmy się każdym punktem umowy. Bardzo ważne jest dla nas także wyegzekwowanie wszystkich warunków opisanych w umowie.

Protokół zdawczo-odbiorczy jest formularzem, z którego korzysta zarządca podczas wprowadzania się oraz wyprowadzki lokatora. Dokument powinien być sporządzony przed wprowadzeniem się lokatora. Jedna kopia powinna być przechowywana w aktach dotyczących nieruchomości, a drugą otrzymuje lokator. Protokół ten stanowi podstawę nałożenia ewentualnych opłat za straty powstałe podczas wynajmu i wyklucza kwestionowanie stanu nieruchomości, w jakim była na przed objęciem jej przez lokatora. Przy wyprowadzce protokół sporządza się ponownie i porównuje z tym, który sporządzono tuż przed wprowadzeniem się lokatora.

Sekrety zarządzania nieruchomością
Rejestr wygasających umów najmu przyda się w przypadku przedłużania pobytu lokatorów w wynajmowanym lokalu. Okaże się on bardzo pomocny podczas śledzenia dat końca umów najmu oraz zagwarantuje, iż każdy lokator wynajmuje lokal po aktualnej cenie w odniesieniu do wyników porównawczej analizy rynkowej.

Ważne jest też to, aby kontrolować skuteczność naszych ogłoszeń, pytając potencjalnych lokatorów, w jaki sposób dowiedzieli się o naszej nieruchomości. Pomocne będzie prowadzenie stosownych notatek.

Koszty związane z nieruchomością mogą szybko wymknąć się spod kontroli, jeśli do każdej pracy będziemy angażować ludzi z zewnątrz. Jeżeli to możliwe, staraj się korzystać z własnego personelu. Z rozwagą należy negocjować i szacować wszelkie oferty i umowy o świadczenie usług.

Na bieżąco należy też oszacować wydatki różne, aby zadecydować, czy i gdzie możemy dokonać odliczeń podatkowych.

Jeśli chcesz otworzyć swój umysł na inwestowanie w nieruchomości, sprawdź jak to zrobić!

Kiedy ceny nieruchomości idą w górę, nie łatwo jest przekonać kogoś o tym, że jego dom nie należy do aktywów. A tak właśnie twierdzi Robert Kiyosaki, edukator w dziedzinie finansów – i myślę, że powinieneś poświęcić trochę czasu, aby dowiedzieć się, dlaczego tak jest.

Robert jest autorem książek serii „Bogaty ojciec”, których dotychczas sprzedano ponad 17 milionów egzemplarzy i od lat nie schodzą one z list bestsellerów w Business Week, New York Times, Wall Street Journal i innych publikacjach. Robert uwielbia zarabiać pieniądze poprzez inwestowanie w nieruchomości, ale uważa, że szaleństwem jest wkładanie wszystkich pieniędzy, które posiadasz, w kupowanie własnego domu. Dlaczego? Nawet jeśli wzrosną ceny nieruchomości, gdy ją sprzedasz, twój własny dom jest obciążeniem finansowym, które w przeciągu minionego czasu urasta do bardzo wysokiego.

Jak mówi Robert, są dwa słowa kluczowe, które należy zrozumieć: aktywa i pasywa. „Aktywa – to coś, co wkłada pieniądze do twojej kieszeni, a pasywa – to coś, co wyjmuje pieniądze z twojej kieszeni”.

Według takiej oceny, twój dom zazwyczaj należy do pasywów. Kosztuje cię więcej niż daje w zamian. Twoim życiowym celem powinno być więc nabywanie aktywów: papierów wartościowych i nieruchomości lub budowanie biznesów, które będą generować przychód i minimalizować koszty.

Dobrym sposobem na sprawdzenie tego, czy stworzyłeś jakiś rodzaj przychodu pasywnego, pochodzącego z aktywów, jest pytanie: „Jak długo będę mógł przetrwać, jeśli jutro przestanę pracować?”. Dla większości osób, pozostających na pensji i spłacających kredyt hipoteczny, odpowiedź jest taka, że szybko musiałyby sprzedać swój śliczny dom lub mieszkanie.

W „Bogatym ojcu, Biednym ojcu” Robert napisał: „Jeden ojciec uważał, że jego dom należał do aktywów, a drugi ojciec, że do pasywów”. „Pamiętam, jak rysowałem mojemu ojcu diagram ukazujący kierunek przepływu pieniędzy. Pokazałem mu też dodatkowe koszty, które były związane z posiadaniem domu. Większy dom oznaczał większe koszty, a przepływ pieniężny kontynuował wypływ z kolumny kosztów”.

Wydanie większości swoich pieniędzy na własny dom – jak to robi większość ludzi – kosztuje wiele: oprocentowanie kredytu, opłaty za media, konserwacja, podatki itp. Związany jest też z tym koszt utraconych okazji. Robert tak to określa:

1. Gdy chodzi o domy, wskazuję, że większość ludzi, pracując przez całe swoje życie, spłaca dom, którego nigdy nie są właścicielami.

2. Nie mogą skorzystać z ulg podatkowych w przypadku własnego domu, jak ma to miejsce w przypadku nieruchomości inwestycyjnej, a wszystkie koszty opłacają z pieniędzy wcześniej opodatkowanych. Nawet, jeśli mają już spłacony kredyt hipoteczny.

3. Podatki od nieruchomości. Rodzice mojego znajomego byli zszokowani, gdy podatek za dom urósł do 1000 dolarów miesięcznie. Stało się to po tym, jak już przeszli na emeryturę, a wzrost podatku spowodował napięcie ich budżetu emerytalnego, więc poczuli się zmuszeni do opuszczenia domu.

4. Domy nie zawsze zyskują na wartości. Mam znajomego, który jest winny milion dolarów za dom, który dzisiaj sprzedałby się tylko za 700 tys.

5. Największe straty wiążą się z utraconymi korzyściami. Jeśli wszystkie twoje pieniądze są związane przez twój dom, możesz być zmuszony pracować ciężej, gdyż twoje pieniądze nieustannie wypływają poprzez kolumnę kosztów, zamiast być dodawane w kolumnie aktywów – co stanowi klasyczny wzorzec przepływu pieniędzy u klasy średniej.

Ten koszt utraconych korzyści jest bardzo znamienny i przybiera trzy formy, jak zaznacza Robert:

1. Utracony czas, w ciągu którego inne aktywa mogłyby przybrać na wartości.

2. Utracony dodatkowy kapitał, który mógł być zainwestowany, zamiast płacenia za kosztowne utrzymanie domu.

3. Utracona edukacja. Zbyt wielu ludzi zalicza swój dom, swoje oszczędności i swój plan emerytalny do kolumny swoich aktywów. Ponieważ nie mają pieniędzy na inwestowanie, po prostu nie inwestują. Kosztem jest tutaj doświadczenie w inwestowaniu, które nie zostało nabyte.

Robert mówi: „Wiem, że dla wielu ludzi dom jest ich marzeniem, a także największą inwestycją. Posiadanie własnego domu jest lepsze niż jego brak. Ja po prostu proponuję alternatywny sposób przyjrzenia się temu popularnemu poglądowi”.

Szczerze mogę wyznać, że przysłuchiwanie się Robertowi zmieniło moje życie i wierzę, że może on również tobie pomóc w dokonaniu zmiany twojego życia.

Peter Johnson, biznesmen