złoto


Jak inwestować w złoto i srebro

57,00 zł


Przedmowa

Książka, którą trzymasz w ręku, zawiera dużo historii. Zwłaszcza historii pieniądza lub – na co Mike zwróciłby nam uwagę – historii pieniądza i środka płatniczego, bo są to dwie zupełnie różne rzeczy. W trakcie lektury dowiesz się, jak wzajemne relacje pomiędzy pieniądzem i środkiem płatniczym od dawien dawna kierowały losami imperiów. A dziś mają one wpływ nawet na wielkie imperium amerykańskie. Zobaczysz też, w jaki sposób oddziałuje to na Ciebie i Twój dobrobyt, dowiesz się także, jak obrócić to na swoją korzyść.

Ale Mike jest nie tylko historykiem. Jest ekspertem. Jego specjalnością jest złoto i srebro. Mike skupia się na historii z jednego bardzo ważnego powodu – chce, żebyś dzięki temu stał się zamożny. Mike dostrzega to samo, co ja zauważyłem już jakiś czas temu: kapitalizm w Ameryce jest chory, jego funkcjonowanie sztucznie się podtrzymuje, a tak naprawdę to jest już jedną nogą w grobie. Problem stanowi toksyczny dolar, który zabija naszą gospodarkę.

Gdy piszę te słowa, cena złota zbliża się do poziomu 1000 dolarów za uncję. I chociaż jestem zachwycony, gdy widzę, jak złoto, które zaledwie kilka lat temu kupiłem po 300 dolarów za uncję, jest teraz warte trzy razy tyle, to ogarnia mnie też smutek.

Pewnie sobie myślisz, że oszalałem, skoro mówię coś takiego. Jak uzyskanie tak dużego zwrotu z zainwestowanych przeze mnie pieniędzy może mnie smucić? Ponieważ rozumiem, że gdy ceny złota i srebra rosną tak, jak to się dzieje obecnie, oznacza to, że kapitalizm ma kłopoty. A w takiej sytuacji ciężko pracujący ludzie tracą każdego dnia. Tracą oszczędności całego życia. Banki licytują ich domy, a oni sami patrzą, jak wartość ich kont emerytalnych, pełnych akcji i funduszy inwestycyjnych, spada do zera.

A tymczasem rząd ratuje z opresji wielkie korporacje. Poza tym rosnące ceny złota i srebra zapowiadają wzrost inflacji – zjawiskiem tym Mike zajmuje się w tej książce bardzo dokładnie i fachowo. Dla ludzi takich jak Ty czy ja oznacza to, że litr mleka będzie coraz droższy; że ceny paliwa będą nadal coraz wyższe. Znaczy to również, że podstawowe artykuły, których potrzebujemy do życia, będą drożeć, podczas gdy siła nabywcza naszych pieniędzy będzie coraz mniejsza.

Oznacza to, że z każdym dniem będziemy biedniejsi. Z tych powodów modlę się, żeby cena złota nie doszła do poziomu 5 tysięcy dolarów za uncję. Mam raczej nadzieję, że dolar przestanie być sztucznie utrzymywany przy życiu i w ten czy inny sposób znowu stanie na nogi. Marzę też, że nadejdzie taki dzień, gdy przedstawiciele naszego rządu znów będą częścią systemu rządów narodu, dla narodu i przez naród, a nie – jak zwięźle określa to Mike – „rządów bankierów, dla bankierów i przez bankierów”. Ale po przeczytaniu tej książki będziesz wiedział tak samo jak ja, że tak się prawdopodobnie nie stanie.

I to właśnie dlatego to, co robi Mike, jest takie ważne. Swoją misją uczynił on edukację jak największej liczby ludzi w zakresie – jak on sam to określa – „największego nadchodzącego transferu majątku w historii”. Z tej książki dowiesz się nie tylko tego, jak inwestować w złoto i srebro, ale także tego, dlaczego powinieneś to zrobić, i to już teraz.

W mojej książce Zwiększ swój finansowy IQ napisałem o tym, jak ważne jest zrozumienie dzisiejszej gospodarki. To nie pieniądze sprawiają, że jesteś zamożny, decydują o tym raczej dobre informacje i rozwinięta inteligencja finansowa. Jest tak wielu mądrych ludzi, ale tylko niektórzy z nich mają dużą inteligencję finansową.

Natomiast Mike’a wyróżnia niesamowicie wysoka inteligencja finansowa. Możesz wyjść na tym bardzo dobrze, jeżeli posłuchasz jego słów i weźmiesz sobie do serca jego ostrzeżenia. Ostrzeżenia dotyczące nadchodzącej gospodarczej burzy niespotykanych rozmiarów oraz transferu majątku, jaki się w jej wyniku dokona na rzecz ludzi, którzy zadbali o to, żeby oprzeć swój dobrobyt na złocie i srebrze.

Jak wyjaśnia Mike, największy transfer majątku nadchodzi wielkimi krokami, a złoto i srebro odegrają w nim zasadniczą rolę. To, czy przygotujesz się fi nansowo na te olbrzymie wstrząsy w naszym systemie finansowym, ustawiając się na pozycji pozwalającej zwiększyć Twój majątek w stopniu wykraczającym poza Twoje najśmielsze oczekiwania, zależy całkowicie od Ciebie.

Masz zaszczyt trzymać w swoich rękach niezawodny kompas, który pozwoli Ci wyjść cało z nadchodzącej burzy gospodarczej. Przeczytaj tę książkę uważnie i weź sobie do serca zawarte w niej informacje. Gwarantuję Ci, że będziesz zadowolony, że tak postąpiłeś.

 

 

 

 

W moim przekonaniu największa okazja inwestycyjna w historii puka właśnie do Twoich drzwi. Możesz je otworzyć lub nie… wybór należy do Ciebie.

W przeszłości jako środków płatniczych używano wielu rzeczy: żywego inwentarza, ziarna zbóż, przypraw, muszelek, paciorków, a w dzisiejszych czasach funkcję tę pełni papier. Ale tylko dwie rzeczy stanowiły prawdziwy pieniądz: złoto i srebro.

Gdy papierowych pieniędzy jest zbyt dużo, wskutek czego tracą one swoją wartość, ludzie zawsze powracają do metali szlachetnych. Wiąże się to zwykle z ogromnym transferem majątku i tylko od Ciebie zależy, czy na tym skorzystasz, czy stracisz.

Michael Maloney

 


Michael Maloney od 2005 roku jest doradcą Roberta Kiyosaki w dziedzinie inwestowania w metale szlachetne, a ludziom na całym świecie przedstawia korzyści płynące z inwestowania w metale szlachetne.Jako ekonomista Mike jest uważany za eksperta w dziedzinie cykli gospodarczych i wykorzystywania okazji, jakie cykle te tworzą.
Znam Mike’a Maloneya już od jakiegoś czasu. Nieustannie słyszę, jak ludzie mówią o Mike’u: „Ten facet jest naprawdę mądry”. Mówią tak dlatego, że Mike zna dużo faktów – i to naprawdę dużo! Wielu ludzi zna fakty. Jednak niezwykła umiejętność ich łączenia wyróżnia Mike’a spośród innych.

Mike nie jest jedynie inteligentnym człowiekiem. Jest wizjonerem, który potrafi przyjąć dużo informacji i zauważyć użyteczne schematy i ważne zależności pomiędzy nimi. Z jego książki dowiesz się nie tylko tego, jak inwestować w złoto i srebro, ale także tego, dlaczego powinieneś to zrobić, i to już teraz.

Robert Kiyosaki

Przez ostatnie 2400 lat regularnie powtarzał się pewien schemat: rządy dewaluowały pieniądz i osłabiały jego podaż do momentu, w którym wspólna świadomość ludu oraz zbiorowy rozsądek narodu zaczynały wyczuwać, że coś jest nie tak. Prawdopodobnie sam masz takie odczucie właśnie teraz.

W miarę postępowania tej dewaluacji ludzie mają coraz większą świadomość zmniejszania się ich własnej zdolności nabywczej. Wtedy dzieje się coś niebywałego. Dzięki systemowi wolnego rynku wola społeczeństwa sprawia, że złoto i srebro automatycznie się przewartościowują. W tym procesie złoto i srebro dostosowują swoją wartość do wszystkich środków płatniczych stworzonych od czasu ostatniego przewartościowania.

Proces ten jest automatyczny i naturalny; złoto i srebro zawsze tak się zachowywały i zawsze tak będzie. Ludzie mają wrodzone poczucie wyjątkowości złota i srebra. Gdy papierowych pieniędzy jest zbyt dużo, wskutek czego tracą one swoją wartość, ludzie zawsze powracają do metali szlachetnych. Gdy zjawisko to zaczyna występować na masową skalę, wartość (siła nabywcza) złota i srebra gwałtownie rośnie.

Wydarzeniom tym zawsze towarzyszy ogromny transfer majątku i to do Ciebie należy decyzja, czy na tym skorzystasz, czy stracisz. Jeśli postanowisz na tym skorzystać, musisz najpierw zdobyć odpowiednią wiedzę, a potem zacząć działać.

W trakcie lektury książki Micheala Maloney dowiesz się wszystkiego, czego potrzebujesz, aby zostać skutecznym inwestoremna rynku metali szlachetnych, i zdobędziesz wiedzę niezbędną do tego, by wziąć własną przyszłość finansową w swoje ręce.Książka Jak inwestować w złoto i srebro:

  • Opisuje historię cykli gospodarczych, które czynią złoto i srebro najważniejszym standardem monetarnym.
  • Ukazuje, jak rząd amerykański napędza inflację, zmniejszając podaż pieniądza i osłabiając zdolność nabywczą amerykańskiego społeczeństwa.
  • Wyjaśnia, dlaczego metale szlachetne to jedna z najbardziej opłacalnych, najprostszych i najbezpieczniejszych inwestycji.
  • Podpowiada, gdzie, kiedy i jak zainwestować swoje pieniądze i dzięki temu osiągnąć maksymalne zyski – niezależnie od aktualnego stanu gospodarki.
  • Zawiera istotne porady dotyczące tego, jak uniknąć pośredników i przejąć kontrolę nad własnymi finansami, osobiście przeprowadzając swoje inwestycje.

W tej książce chodzi zarówno o edukację, jak i o podejmowanie działania. Znajdziesz tu rys historyczny oraz praktyczne porady dotyczące tego, jak skorzystać na – moim zdaniem – największym jak dotąd boomie na metale szlachetne.

Początkowo możesz być zaskoczony tym, jak wiele uwagi poświęciłem tu historii, ale zapewniam Cię, jest ku temu konkretny powód. Bo tylko dzięki zrozumieniu naszej przeszłości możemy naprawdę poznać teraźniejszość. A dziś stoimy przed bardzo rzadką okazją do szybkiego zwiększenia naszego majątku – jeżeli będziemy mieli odpowiednią wiedzę.

Jak wyjaśnia Michael, największy transfer majątku nadchodzi wielkimi krokami, a złoto i srebro odegrają w nim zasadniczą rolę. To, czy przygotujesz się finansowo na te olbrzymie wstrząsy w naszym systemie finansowym, ustawiając się na pozycji pozwalającej zwiększyć Twój majątek w stopniu wykraczającym poza Twoje najśmielsze oczekiwania, zależy całkowicie od Ciebie.

 

Wstęp

Jedną z rzeczy, których Robert Kiyosaki zawsze uczy podczas swoich wystąpień na żywo, jest różnica pomiędzy „treścią” a „kontekstem”. Treść to fakty, dane, strzępy informacji. Natomiast kontekst to sposób, w jaki ktoś postrzega różne rzeczy; jego punkt widzenia; odczucie, jakie ktoś ma w związku z daną kwestią, albo po prostu stosunek do świata.

To jest szersza perspektywa, a może lepiej byłoby to określić jako umiejętność ogarnięcia tej szerszej perspektywy przez Twój umysł. Zmiana lub poszerzenie czyjegoś kontekstu wywołuje znacznie większy efekt (i jest to o wiele trudniejsze do osiągnięcia) niż zwykłe przedstawienie tej osobie garści faktów.

Ta książka zmieni i poszerzy Twój kontekst – jeżeli na to pozwolisz. Zastanowimy się tu nad kilkoma wzbogacającymi kontekst historiami, opowiadającymi o tym, jak od dawien dawna złoto i srebro ulegało przewartościowywaniu, gdy rządy nadużywały swoich środków płatniczych, tak jak to robią dziś Stany Zjednoczone. Porozmawiamy sobie o bańkach, maniach i panikach, ponieważ każdy inwestor powinien choć trochę rozumieć mentalność i działanie mas. Bo przecież to chciwość i strach napędzają rynki.

Po tym, jak przeanalizujemy przykłady, jakie daje nam historia, przedstawię naszą dzisiejszą sytuację ekonomiczną, bo według mnie stoimy na krawędzi katastrofy gospodarczej – dlatego zjawisko to nazwiemy gospodarczą burzą niespotykanych rozmiarów. W Stanach Zjednoczonych lekkomyślność, z jaką wydajemy pieniądze, w połączeniu z kiepskim planowaniem naszego rządu spowodowała, że nasza gospodarka nabrała prędkości, której nie jesteśmy w stanie utrzymać.

Jak się wkrótce przekonasz, amerykański środek płatniczy (dolar) jest na drodze do upadku, a to może tylko prowadzić do wzrostu wartości złota i srebra. Wspólnie przyjrzymy się obecnemu stanowi amerykańskiej i światowej gospodarki oraz podstawom podaży i popytu na złoto i srebro w porównaniu do dolara.

Dowiesz się też o istnieniu dwóch spośród wielu naturalnych cykli gospodarczych, które powtarzają się niezmiennie od wieków. Jednym z nich jest cykl na rynku giełdowym, zgodnie z którym akcje i nieruchomości osiągają lepsze wyniki niż złoto, srebro i rynki towarowe. Potem cykl się odwraca i staje się cyklem na rynku towarowym, co sprawia, że złoto, srebro i towary osiągają lepsze wyniki niż akcje i nieruchomości. Drugi cykl jest mniej znany, mniej regularny i rzadziej się zdarza: jest to cykl na rynku walutowym – społeczeństwa zaczynają od dobrej jakości pieniędzy, po czym przechodzą do dużej ilości środka płatniczego, i tak w kółko.

Cykle te, raz przychodząc, raz odchodząc, z biegiem czasu zaczynają przypominać poruszające się wahadło i dla wprawnego inwestora stanowią swego rodzaju ekonomiczny barometr.

Największy majątek można zdobyć w bardzo krótkim czasie, gdy złoto i srebro ulegają przewartościowaniu. Moim zdaniem proces ten rozpoczął się już jakiś czas temu i jestem przekonany, że przewartościowanie to będzie miało zatrważający wpływ na gospodarkę, ponieważ idealna zbieżność w czasie cykli gospodarczych wkrótce wywoła gospodarczą burzę niespotykanych rozmiarów.

Te cykle, które od wieków występują na rynku, są tak naturalne jak fale na oceanie. I chociaż działanie wbrew nim może być niebezpieczne dla Twojej kondycji finansowej, to inwestowanie z ich uwzględnieniem może Ci przynieść wielki majątek.

Książka ta jest podzielona na cztery części.

Część pierwsza: Wczoraj

W części pierwszej odwołuję się do kilku lekcji, jakie płyną z historii – dotyczą one cykli gospodarczych, papierowego środka płatniczego oraz ich wpływu na złoto i srebro. Podam Ci przykłady tego, jak złoto i srebro zawsze pokonywało fiducjarne środki płatnicze (to wymyślny termin określający pieniądze, które nie mają oparcia w czymś materialnym, takim jak złoto lub srebro).

Pokażę Ci też, jak manie i paniki mogą w mgnieniu oka zmienić warunki gospodarcze. Ważne jest, żeby zrozumieć zależności występujące między tymi zjawiskami, ponieważ obydwa odegrają pewną rolę w – moim zdaniem – największym transferze majątku w historii.

Część druga: Dziś

W części drugiej omówimy dzisiejszą finansową krótkowzroczność rządu Stanów Zjednoczonych, niebezpieczną grę prowadzoną przez Stany Zjednoczone i Chiny, w której kartami są nadwyżki i deficyty handlowe; zastanowimy się też nad potencjalnie katastrofalnymi skutkami gospodarczymi tej gry.

Wyjaśnię tu również, jak zwiększanie podaży środka płatniczego nie tylko szkodzi Ci finansowo, ale także zapoczątkowuje upadek dolara amerykańskiego i potęgi gospodarczej Stanów Zjednoczonych, którą dziś znamy. Zakończę tę część podstawowymi informacjami na temat złota i srebra.

Część trzecia: Jutro

Gdy dowiemy się już, czego nas uczy historia, i zrozumiemy sytuację gospodarczą, z którą dziś mamy do czynienia, zastanowimy się, jak te informacje mogą wpłynąć na nasze jutro, naszą przyszłość i przyszłość naszej rodziny. Pokażę Ci, jak nie tylko uchronić się przed nadchodzącą gospodarczą burzą niespotykanych rozmiarów, ale także jak odnieść dzięki niej sukces, wykorzystując wiedzę, którą oferuje nam historia i której dostarcza nam teraźniejszość.

Jak się już prawdopodobnie domyślasz, będzie to miało jakiś związek z mądrym inwestowaniem w złoto i srebro. To chyba właśnie dlatego w ogóle kupiłeś tę książkę!

Część czwarta: Jak inwestować w metale szlachetne

Jak się wkrótce przekonasz – i mam nadzieję, że w to uwierzysz – najlepszymi możliwymi inwestycjami w dzisiejszej sytuacji gospodarczej są złoto i srebro. W ostatniej części tej książki udzielę Ci kilku dobrych i sprawdzonych porad dotyczących szczegółów inwestowania w metale szlachetne.

Dla wielu ludzi inwestowanie w metale szlachetne jest obcym terytorium, znanym jedynie z tego, że działają na nim dziwacy i ludzie głoszący teorie spiskowe – i w pewnym sensie to prawda. Ale nie pozwól, żeby tych kilka kropli dziegciu zniszczyło całą beczkę miodu. Jak się niedługo przekonasz, historia stoi po stronie owych „dziwaków”, którzy kochają złoto i srebro.

Część czwarta rzuci światło na inwestowanie w złoto i srebro. Inwestowanie w te kruszce jest nie tylko stosunkowo proste, ale też bardzo bezpieczne.

Ale przede wszystkim, o czym wspominałem już wcześniej, w tej książce chodzi o to, aby zmienić Twój kontekst. Inwestowanie w metale szlachetne wydaje się takie obce i dziwne głównie dlatego, że istnieją bardzo wpływowe i bogate firmy, a także potężni ludzie, w których interesie leży utrzymanie status quo. Chcą, żebyś grał według ich reguł. Chcę przez to powiedzieć, że dbają o to, żebyś trzymał swoje pieniądze w ich kieszeni, ponieważ oni czerpią z tego korzyści finansowe.

Metale szlachetne zasadniczo eliminują pośredników. Są jedynymi aktywami finansowymi, które nie muszą znajdować się „wewnątrz” systemu finansowego. Żaden doradca finansowy nie dostaje premii za to, że Cię namówił do ich zakupu, tak jak ma to miejsce, gdy kupujesz akcje i fundusze inwestycyjne. Jestem dumny, że należę do społeczności Rich Dad, dlatego że dokłada ona starań, aby ujawnić grę, jaką branża finansowa prowadzi za pomocą Twoich pieniędzy.

Ludzie zgromadzeni w tej społeczności na każdym kroku podkreślają znaczenie zwiększania Twojej inteligencji finansowej, również poprzez czytanie książek takich jak ta oraz innych pozycji z serii „Bogaty ojciec”. Gdy masz już wiedzę, możesz dostrzec, jak system Cię wykorzystuje, i dzięki temu możesz przejąć kontrolę nad swoją finansową przyszłością.

Możesz dalej uczestniczyć w ich grze, jeżeli nie chcesz zwiększać swojej inteligencji finansowej lub nie chcesz inwestować mądrze. Ale gdy cały ten system zawali się z hukiem, nie mów, że Cię nie ostrzegałem.

Jeśli dobrze wykonałem moje zadanie, to po przeczytaniu tej książki już nigdy nie będziesz mógł spojrzeć na nasze instytucje finansowe tak samo, jak patrzyłeś dotąd. Twój kontekst ulegnie zmianie i Twoim oczom ukaże się nowy horyzont – tak świetlany jak słońce o poranku.

Spotkamy się po drugiej stronie.

Odwieczna wojna

W tle każdej cywilizacji zawsze toczyła się wojna epickich rozmiarów. Większość ludzi w ogóle nie ma świadomości jej istnienia. Mimo to wszyscy odczuwają w swoim codziennym życiu efekty tej wojny.

Gdy podczas kolejnego tankowania stwierdzasz, że litr paliwa jest znacznie droższy niż ostatnim razem lub gdy Twój rachunek za ogrzewanie nieoczekiwanie wzrasta, to właśnie wtedy odczuwasz efekty tej ukrytej batalii.

Walka toczy się pomiędzy środkiem płatniczym a pieniądzem i jest to naprawdę wojna wieków.

Najczęściej rozgrywa się ona pomiędzy złotem i srebrem z jednej strony a środkami płatniczymi, które mają jakoby reprezentować wartość tych dwóch metali szlachetnych, z drugiej strony. Jak to zwykle bywa, ludzie myślą, że środek płatniczy zwycięży. Za każdym razem ludzi cechuje ta sama ślepa wiara, ale ostatecznie złoto i srebro zawsze ulegają przewartościowaniu i to one zawsze wygrywają.

Aby zrozumieć, jak złoto i srebro ulegają okresowemu przewartościowaniu, musisz najpierw poznać różnice pomiędzy pieniądzem i środkiem płatniczym.

W przeszłości jako środka płatniczego używano wielu rzeczy. Mógł to być żywy inwentarz, ziarno zbóż, przyprawy, muszle, paciorki czy papier – wszystko to służyło kiedyś jako środek płatniczy, ale tylko dwie rzeczy stanowiły pieniądze. Jak się zapewne domyślasz, było to złoto i srebro.

Środek płatniczy

Wiele osób myśli, że środek płatniczy to pieniądz. Na przykład gdy ktoś Ci daje kilka banknotów lub monet, zapewne uważasz, że są to pieniądze. Ale to nieprawda. Banknoty i monety to po prostu środek płatniczy; środek wymiany, którego możesz użyć, żeby nabyć coś, co ma jakąś wartość; coś co nazwiemy aktywami.

Jak wyjaśnia to Robert Kiyosaki w książce Zwiększ swój finansowy IQ, angielskie słowo oznaczające środek płatniczy – currency – pochodzi od słowa prąd – current. Prąd musi być nieustannie w ruchu, w przeciwnym razie przestanie istnieć (pomyśl o prądzie elektrycznym). Środek płatniczy sam w sobie nie ma wartości. Jest raczej rodzajem środka pośredniczącego, za pomocą którego możemy przenosić wartość z jednych aktywów w drugie.

Pieniądz

Pieniądz, w odróżnieniu od środka płatniczego, ma wartość sam w sobie. Pieniądz zawsze jest środkiem płatniczym, ponieważ można go użyć w celu nabycia innych rzeczy, które mają wartość; lecz jak do tego przed chwilą doszliśmy, środek płatniczy nie zawsze jest pieniądzem, ponieważ sam w sobie nie ma wartości. Jeżeli nie możesz tego pojąć, to wyobraź sobie 100-dolarowy banknot. Czy myślisz, że ten kawałek papieru jest wart 100 dolarów?

Odpowiedź oczywiście brzmi: nie. Ten kawałek papieru po prostu reprezentuje wartość, która znajduje się gdzie indziej – a przynajmniej było tak, zanim dolar stał się środkiem płatniczym. Później przeanalizujemy historię dolara oraz standardu złota, ale na razie dobrze by było, gdybyś wiedział przynajmniej to, że obecnie pokryciem dla dolara są tylko puste słowa lub – jak to się powszechnie przyjmuje – „pełna wiara i zaufanie do Stanów Zjednoczonych”. Mówiąc krótko, rząd amerykański ma możliwość – z której korzysta – tworzenia pieniędzy, „gdy ma taką potrzebę”, nie musi natomiast mieć dla nich pokrycia. Ty mógłbyś nazwać to fałszerstwem; rząd nazywa to polityką pieniężną. Pieniądz tego typu nazywamy prawnym środkiem płatniczym.

Prawny środek płatniczy

Środek płatniczy tego typu powstaje przez wydanie arbitralnego rozporządzenia, nakazu lub orzeczenia przez osobę, grupę lub instytucję mającą do tego wyłączne prawo. Środek płatniczy, którego wartość określa rządowe rozporządzenie, jest z definicji prawnym środkiem płatniczym. Wszystkie waluty używane obecnie to prawne środki płatnicze.

W dalszej części tej książki będę się posługiwał sformułowanymi powyżej właściwymi definicjami. Początkowo będzie Ci się to wydawało dziwne, ale pomoże to w podkreśleniu i w lepszym zrozumieniu różnic pomiędzy środkiem płatniczym a pieniądzem. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tej książki stanie się dla Ciebie jasne, że to powszechny brak zrozumienia różnicy pomiędzy środkiem płatniczym a pieniądzem doprowadził do powstania największej, moim zdaniem, okazji do zgromadzenia majątku w historii.

Około 99 procent ludzi nie ma pojęcia o tym, czego Ty dowiesz się z tej książki na temat środków płatniczych i pieniędzy; a w dodatku ludzie ci nie chcą się tego dowiedzieć. Należą Ci się więc gratulacje, bo będziesz miał znaczną przewagę.

Inflacja

Gdy mówię o inflacji lub deflacji, mam na myśli zwiększanie lub zmniejszanie się podaży środka płatniczego. Objawem inflacji lub deflacji pieniężnej są rosnące lub spadające ceny, co czasami będę nazywał inflacją lub deflacją cenową. Mimo wszystko jedno jest pewne. Inflacja sprawia, że wszystko zyskuje na wartości – z wyjątkiem środka płatniczego.

Przygody z kreacją środka płatniczego

Pieniądze zwykle nie zaczynają swojego istnienia jako prawne środki płatnicze, a te rzadkie przypadki, gdy tak było, trwały bardzo krótko. Na ogół społeczeństwa wychodzą od wartościowego pieniądza towarowego, takiego jak złoto czy srebro. Stopniowo rząd podstępnie przekonuje naród do zaakceptowania prawnego środka płatniczego, emitując weksle, które są wymienialne na metale szlachetne.

Weksle te (środki płatnicze) są tak naprawdę jedynie „certyfikatami depozytowymi”, „pokwitowaniami” lub „kwitami” pozwalającymi uzyskać dostęp do prawdziwych pieniędzy, które znajdują się w skarbcu. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że wielu Amerykanów myśli, że dolar amerykański funkcjonuje dziś w ten sposób.

Gdy rządowi uda się wprowadzić papierowy środek płatniczy, zaraz potem zwiększa jego podaż poprzez zwiększanie deficytu budżetowego, drukowanie coraz większych ilości środka płatniczego w celu pokrycia tego deficytu oraz poprzez tworzenie kredytu opartego na systemie rezerwy częściowej (zajmiemy się tym w dalszej części książki).

Później, zwykle w wyniku wojny lub jakiejś innej sytuacji wyjątkowej w kraju, na przykład gdy rządy innych państw albo jego obywatele usiłują wymienić swoje papierowe środki płatnicze (efektem tego jest run na bank), rząd zawiesza prawo do ich wymiany, ponieważ nie posiada wystarczającej ilości złota i srebra, żeby pokryć wszystkie papierowe środki płatnicze, które wydrukował, i w ten sposób nagle otrzymujemy prawny środek płatniczy.

Zdradzę Ci teraz mały sekret: prawny środek płatniczy jest zaprojektowany tak, aby tracił wartość. Jego prawdziwym celem jest konfiskowanie Twojego majątku i przekazywanie go państwu. Za każdym razem, gdy rząd drukuje nowego dolara i go wydaje, wykorzystuje pełną siłę nabywczą tego dolara. Ale skąd ta siła pochodzi? Jest potajemnie zabierana dolarom w Twojej kieszeni. Każdy nowy dolar, który trafia do obiegu, zmniejsza wartość wszystkich pozostałych dolarów, jakie istnieją, ponieważ od tej chwili więcej dolarów przypada na tę samą ilość towarów i usług. To sprawia, że ceny rosną. W tym momencie podstępny, ukryty podatek, znany jako inflacja, okrada Cię z Twojego majątku jak złodziej nocą.

Od wieków trwa walka złota i srebra z prawnymi środkami płatniczymi i metale szlachetne zawsze zwyciężały. Złoto i srebro automatycznie się przewartościowują dzięki systemowi wolnego rynku i w efekcie bilansują swoją wartość w stosunku do prawnych środków płatniczych. Schemat ten powtarza się nieustannie od czasów pierwszego wielkiego krachu środka płatniczego w Atenach w 407 roku przed naszą erą. Gdy tylko inwestor wyczuwa początek takiego starcia, wie, że jest to niezwykła okazja (co potwierdza historia) do zgromadzenia wielkiego majątku w bardzo krótkim czasie.

Wydaje się, że początek jest zawsze taki sam. Wraz z rosnącą podażą środka płatniczego na rynku rośnie energia, później naturalny ludzki instynkt sprawia, że masy zaczynają przeczuwać zbliżający się krach, i nagle, z minuty na minutę i w stosunkowo krótkim czasie, złoto i srebro się przewartościowują, aby dostosować swoją wartość do środka płatniczego, który został w tym czasie stworzony; później wartość tych kruszców rośnie jeszcze trochę.

Jeżeli w porę to zauważysz i zaczniesz działać, zanim zrobią to masy, Twoja zdolność nabywcza gwałtownie wzrośnie, wraz ze wzrostem wartości złota i srebra w stosunku do środka płatniczego, którego jest w obiegu zbyt dużo. Jeżeli nie, możesz stracić wszystko.

Te walki wagi ciężkiej pomiędzy prawnym środkiem płatniczym a złotem i srebrem mogą się zakończyć na dwa sposoby:

  1. decyzją techniczną, gdy prawny środek płatniczy staje się aktywami ponownie znajdującymi oparcie w złocie i srebrze;

  2. nokautem, który oznacza śmierć prawnego środka płatniczego.

W każdym z tych przypadków złoto i srebro uznawane są za zwycięzców. Zawsze są broniącymi tytułu mistrzami świata wagi ciężkiej. Ale wcale nie musisz wierzyć mi na słowo. Spójrzmy, co historia ma nam na ten temat do powiedzenia.

Nie udawaj Greka

Winston Churchill powiedział kiedyś: „Im dalej patrzysz w przeszłość, tym więcej możesz powiedzieć o przyszłości”. Tak więc idąc za radą Churchilla, cofniemy się w przeszłość… i to daleko, bo do czasów starożytnej Grecji.

Złoto i srebro są dominującymi środkami płatniczymi od 4500 lat, ale pieniędzmi stały się w Lidii około 680 roku przed naszą erą, gdy wybito z nich monety o jednakowej wadze w celu ułatwienia i usprawnienia handlu. Ateny przeżyły prawdziwy rozkwit dopiero wtedy, gdy po raz pierwszy pojawiły się tam monety. Ateny były pierwszym na świecie państwem demokratycznym. Funkcjonował w nich pierwszy na świecie system wolnego rynku oraz sprawny system podatkowy. Dzięki temu możliwe było zrealizowanie takich niesamowitych inwestycji publicznych jak choćby Partenon.

Istotnie, przez wiele lat gwiazda Aten świeciła bardzo jasno. Może pamiętasz z historii, że państwo to jest uznawane za jedną z najświetniejszych cywilizacji wszech czasów. Wiesz także, że cywilizacja ta upadła dawno temu. Co się w takim razie stało? Dlaczego taka wspaniała i potężna cywilizacja jak Ateny upadła? Odpowiedź znajdziemy w tym samym schemacie, który przewija się w całej naszej historii: zbyt duża chciwość, prowadząca do zbyt wielu wojen.

Ateny kwitły dzięki nowemu systemowi monetarnemu. Potem zaangażowały się w wojnę, która okazała się znacznie dłuższa i o wiele bardziej kosztowna, niż na początku przypuszczano (czy nie brzmi to znajomo?). Po 22 latach wojny, gdy ich zasoby były na wykończeniu i większość pieniędzy została wydana, Ateńczycy wpadli na bardzo sprytny pomysł, którego realizacja umożliwiła im kontynuowanie finansowania działań wojennych.

Zaczęli dewaluować swoje pieniądze, co miało im pozwolić przetrwać. W przypływie geniuszu Ateńczycy doszli do tego, że jeżeli wezmą tysiąc monet z podatków i dodadzą do złota i srebra 50 procent miedzi, to będą mogli wyemitować 2 tysiące monet! Czyż nie brzmi to znajomo? Nazywa się to finansowaniem wydatków z deficytu bu-dżetowego i rząd amerykański stosuje ten zabieg każdego dnia.

Po raz pierwszy w historii wartość złota lub srebra określała cena. Zanim Ateńczycy wprowadzili swój sprytny pomysł w życie, wszystko, co można było kupić, wyceniano na podstawie wagi złota lub srebra. Teraz, po raz pierwszy w historii, zaczął funkcjonować oficjalny, rządowy środek płatniczy, który nie był złotem czy srebrem, ale mieszanką miedzi ze złotem lub srebrem. Można było za to kupić złoto i srebro, ale środek płatniczy w obrocie nie był już czystym złotem lub srebrem.

W ciągu kolejnych 2 lat ateńskie pieniądze prze-kształciły się w zwykły środek płatniczy i w rezultacie stały się praktycznie bezwartościowe. Ale oczywiście, gdy naród zdał sobie sprawę z tej dewaluacji, każdy, kto posiadał jeszcze stare monety z czystego złota lub srebra, zauważył, że ich siła nabywcza znacząco wzrosła.

Kilka lat później Ateńczycy przegrali wojnę, która zapoczątkowała cały ten proces. Ateny już nigdy nie odzyskały dawnej chwały i stały się jedynie prowincją kolejnego wielkiego mocarstwa – Rzymu.

W ten sposób w pierwszej lokalnej walce wagi ciężkiej pomiędzy środkiem płatniczym a pieniędzmi zwyciężyły „prawdziwe pieniądze”, gdy złoto i srebro otrzymały tytuł „ateńskiego mistrza wagi ciężkiej”.

Rzym płonie

Rzym odebrał w tamtym czasie imperium greckiemu rolę dominującego mocarstwa, a Rzymianie przez długie wieki swojego panowania mieli wystarczająco dużo czasu, żeby do perfekcji opanować sztukę dewaluacji środka płatniczego. Tak jak każde imperium w historii, Rzym niczego się nie nauczył na błędach dawnych imperiów i dlatego skazany był na ich powtórzenie.

Przez ponad 750 lat różni przywódcy dla sfinansowania działań wojennych nadmiernie zwiększali podaż środka płatniczego w Rzymie, zmniejszając wartość monet, co doprowadziło do zatrważającej inflacji cenowej. Albo bito po prostu mniejsze monety, albo gdy monety trafiały do budynku rządowego, niewielką część ich krawędzi odpiłowywano jako podatek. Te opiłki następnie przetapiano i tworzono w ten sposób kolejne monety. I oczywiście, tak jak robili to Grecy, Rzymianie także mieszali mniej wartościowe metale, takie jak miedź, ze złotem i srebrem. A na koniec wymyślili niezbyt subtelną sztukę rewaluacji, czyli bili takie same monety, ale o większym nominale.

Gdy Dioklecjan wstąpił na tron w 284 roku, rzymskie monety były niczym innym jak ocynowaną miedzią lub brązem, a inflacja szalała (podobnie jak naród rzymski).

W 301 roku Dioklecjan zamroził płace i wydał swój niechlubny edykt cenowy, który nakładał karę śmierci na każdego, kto sprzedawał towary po wyższych cenach niż te ustalone przez rząd. Jednakże ku zdziwieniu Dioklecjana, ceny nadal rosły. Kupcy nie mogli już sprzedawać swoich towarów z zyskiem, więc zamykali swoje interesy. Ludzie albo porzucali wykonywane zawody i szukali innych, w których płace nie były stałe, albo się poddawali i przyjmowali pomoc socjalną od państwa. A tak, to Rzymianie wymyślili opiekę społeczną. Populacja Rzymu liczyła wtedy około milion ludzi i w tym okresie rząd rozdawał darmową pszenicę około 200 tysiącom obywateli. Co oznaczało, że 20 procent ludności tego kraju było na zasiłku.

Ponieważ gospodarka była w tak opłakanym stanie, Dioklecjan zapewnił ludziom pracę poprzez zatrudnienie tysięcy nowych żołnierzy i poprzez finansowanie wielu projektów inwestycji publicznych (ang. guns and butter policy). Ruch ten w praktyce dwukrotnie zwiększył administrację rządową oraz liczebność wojska i najprawdopodobniej wielokrotnie zwiększył deficyt budżetowy.

Gdy koszt uposażenia wszystkich tych żołnierzy dodasz do sum wypłacanych zasiłków dla coraz większych mas biednych bezrobotnych ludzi, a do tego jeszcze rosnące koszty nowych projektów inwestycji publicznych, to będą to niebotyczne sumy. Deficyt budżetowy rósł z zawrotną prędkością. Gdy skończyły się fundusze, Dioklecjan po prostu wybijał ogromne ilości nowych monet z miedzi i brązu, po raz kolejny zmniejszając wartość złotych i srebrnych monet.

Wszystko to przyniosło w efekcie pierwszą na świecie udokumentowaną hiperinflację. Z edyktu cen Dioklecjana (którego dobrze zachowana kopia została odnaleziona w 1970 roku) wynika, że w 301 roku funt złota był wart 50 tysięcy denarów, a niecałe 50 lat później wart był 2,12 miliarda denarów. Oznacza to, że cena złota wzrosła 42 400 razy w ciągu około 50 lat. W wyniku tego cały handel oparty na środku płatniczym praktycznie stanął w miejscu, a gospodarka powróciła do handlu wymiennego.

Spójrzmy na to w szerszym kontekście. Około 50 lat temu cena złota w Stanach Zjednoczonych wynosiła 35 dolarów za uncję. Gdyby wzrosła 42 400 razy, to jego dzisiejsza cena zbliżałaby się do poziomu 1,5 miliona dolarów za uncję. Jeżeli chodzi o siłę nabywczą, oznacza to, że jeśli 50 lat temu przeciętny nowy samochód można było kupić za około 2 tysiące dolarów, to dzisiaj taki przeciętny samochód kosztowałby 85 milionów dolarów.

To zasygnalizowało drugie w historii wielkie zwycięstwo złota i srebra nad prawnym środkiem płatniczym. I proszę, złoto i srebro prowadzą już 2 do 0.

Ostatecznie to zdewaluowanie środka płatniczego i ciągłe zwiększanie deficytu budżetowego na finansowanie wojska, inwestycji publicznych, programów socjalnych i wojny doprowadziły do upadku Cesarstwa Rzymskiego. Tak jak w przypadku każdego imperium w przeszłości jego przywódcom wydawało się, że ich imperium nie podlega prawom ekonomii.

Jak się wkrótce przekonasz, dewaluowanie środka płatniczego dla sfinansowania inwestycji publicznych, programów socjalnych i wojny jest schematem, który powtarza się od zarania dziejów do czasów współczesnych. I zawsze się to źle kończy.

W latach 1945-1974 świat zachodni – między innymi Ameryka – był bardziej socjalny niż liberalny, sprzyjał bardziej pracownikom niż biznesmenom. Choć może to brzmieć zaskakująco, gdy spojrzymy na kontekst tego, jest to jak najbardziej logiczne.

Dopiero co zakończyła się druga wojna światowa i Wielki Kryzys był nadal żywym wspomnieniem w umysłach większości Amerykanów. Przeżywszy te trudne czasy, Amerykanie chcieli bardziej łaskawego, przyjaznego pracownikom rządu.

I nie byli w tym odosobnieni. W Anglii Winston Churchill przegrał wybory w 1945 roku – pomimo tego, że był bohaterem wojennym – głównie dlatego, że Anglicy chcieli rządu sprzyjającego pracownikom, a nie liberalnego. W USA prezydent Franklin Delano Roosevelt już dawno wprowadził politykę propracowniczą, między innymi Nowy Ład i program opieki społecznej Social Security.

Ta tendencja zaczęła się zmieniać w 1974 roku, kiedy przyjęto reformę systemu emerytalnego. Zgodnie z nowymi przepisami, firmy mogły przestać utrzymywać plany emerytalne o określonym świadczeniu i przejść na plany emerytalne o określonej składce.

Krótko mówiąc, główną odpowiedzialność – a także koszt i długofalowe konsekwencje przejścia na emeryturę – przeniesiono z pracodawcy na pracownika. W rezultacie plany emerytalne zostały wyparte przez indywidualne konta emerytalne.

Inwestujesz w swoją emeryturę, poznaj giełdę

Można pomyśleć, że ponad 30 lat temu pracownicy zyskali najwięcej na zmianach wprowadzonych przez reformę emerytalną, ja jednak twierdzę, że tak naprawdę największą korzyść odniosła giełda.

Pozwólcie, że wyjaśnię.

Gdy kupuję jakąś nieruchomość, mogę zapłacić raz 6% prowizji. Nawet, jeśli co miesiąc zarabiam pieniądze na mojej inwestycji i tak płacę pośrednikowi nieruchomości tylko raz. Jeżeli sprzedaję, to mogę zapłacić prowizję albo nie. Wybór należy do mnie.

Jednak gdy ktoś inwestuje w fundusze inwestycyjne (najczęściej wybierany instrument inwestycyjny), bardzo często płaci prowizję czyli „opłatę za zarządzanie”, np. co miesiąc – nawet jeśli traci pieniądze.

Chcę tu zaznaczyć, że nie jestem przeciwny płaceniu honorariów i prowizji – pod warunkiem, że zarabiam pieniądze. Jednak trudno jest mi co miesiąc płacić prowizje czy honoraria za złe doradztwo. A większość rad funduszy inwestycyjnych jest zła, zwłaszcza po lutym 2000 roku.

To uczucie nie jest odwzajemnione

W swojej książce Unconventional Success David Swensen, główny dyrektor do spraw inwestowania uniwersytetu Yale, napisał: „Prowizje przy zakupie funduszy oraz obciążenia podatkowe związane ze zmianą funduszu obniżają i tak niskie stopy zwrotu z inwestycji. Inwestujący w fundusze inwestycyjne aktywnie zarządzanych prawie zawsze tracą”.

Autor stwierdził dalej: „Inne czynniki – nieetyczne łapówki i niedopuszczalne praktyki zbywania akcji – pozostają zwykle poza polem widzenia”. Swensen cytuje także wyniki badań i analiz zysków generowanych przez fundusze inwestycyjne w ciągu 20 lat.

Badania ukończono w 1998 roku. Dowiodły one, że przez ponad 20 lat fundusze inwestycyjne osiągały niezadowalające stopy zwrotu, przeciętnie 2,1% poniżej zmian indeksu Vanguard 500. A badania zakończono w 1998 roku, tuż przed szczytem rynku!

Innymi słowy, większość osób zarządzających funduszami inwestycyjnymi nie potrafi osiągnąć lepszych wyników od tych uzyskiwanych przez automatyczne systemy transakcyjne, które stosują na przykład fundusze indeksowe. Jednak nie przeszkadza im to w regularnym pobieraniu „opłaty z tytułu zarządzania”.

Tak naprawdę, Swensen twierdzi, że te opłaty są jednym z powodów, dla których wielu zarządzających funduszami inwestycyjnymi nie osiąga lepszych wyników niż fundusze indeksowe. „Obniżenie wydajności w dużej mierze powodowane jest przez opłaty z tytułu zarządzania” – pisze autor.

Dlatego, jeśli myślicie, żeby ulokować swoje pieniądze przeznaczone na emeryturę w funduszu inwestycyjnym, koniecznie zapytajcie o prowizje i opłaty za zarządzanie. Albo jeszcze lepiej, rozważcie fundusz indeksowy.

Robert Kiyosaki

O tym jak zadbać o swoje pieniądze dowiesz się z książki Roberta Kiyosaki pod tytułem KTO ZABIERA TWOJE PIENIĄDZE!

• Czy jesteś już zmęczony słuchaniem porady, która brzmi: „oszczędzaj pieniądze, inwestuj długoterminowo i dywersyfikuj”?

• Czy chcesz się dowiedzieć, jak i dlaczego profesjonalni inwestorzy zwiększają szybkość obiegu swoich pieniędzy, zamiast je lokować?

• Czy wiesz, że firma Twojego doradcy inwestycyjnego zarabia pieniądze nawet wtedy, gdy Ty je tracisz?

• Czy chcesz wiedzieć, dlaczego większość doradców finansowych nie chce, żebyś przeczytał tę książkę?

… Jeśli tak, to ta książka jest dla Ciebie!

Kliknij i dowiedz się czego nie powie Ci Twój doradca finansowy!

Jak donoszą media, wiele elitarnych firm z Wall Street musiało wypłacić inwestorom dziesiątki milionów dolarów odszkodowań. Eliot Spitzer, prokurator generalny stanu Nowy Jork, poinformował nas, że kary te nałożono za rzekomo złe doradztwo inwestycyjne.Przywodzi mi to na myśl jedną z moich ulubionych wypowiedzi znanego inwestora, Warrena Buffetta: „Wall Street jest jedynym takim miejscem na świecie, gdzie ludzie przyjeżdżają rolls-royce’ami po radę do tych, którzy podróżują metrem”.

Już od dawna mam bardzo krytyczny stosunek do jakości porad finansowych typu: „Pracuj wytrwale, oszczędzaj, spłać długi, inwestuj długoterminowo i dywersyfikuj”. Często rady takie są bardziej marketingowym bełkotem doradcy finansowego (osoby, która podróżuje metrem) niż solidną poradą inwestycyjną.

Choć uważam, że Spitzer wykazał się odwagą, zmuszając kilka firm z Wall Street do wypłacenia milionów dolarów kary za złe doradztwo, to wydaje mi się, że inwestorzy, którzy posłuchali tych wątpliwych rad także ponoszą pewną odpowiedzialność. Czy umiejętność odróżnienia dobrej rady od złej nie jest częścią wiedzy o tym, co się robi?

Różnica między inwestowaniem a kupowaniem

Problem polega na tym, że większość inwestorów nie wie, jak bardzo zła jest standardowa porada inwestycyjna. Miliony inwestorów, postępując zgodnie z mantrą: „Pracuj wytrwale, oszczędzaj, spłać długi, inwestuj długoterminowo i dywersyfikuj”, straciły 7-9 bilionów dolarów w latach 2000-2004. Dziś wielu ludzi nadal stosuje się do tych rad.

Miliony inwestorów nie tylko straciły biliony dolarów, wielu z nich przegapiło także boom na rynkach nieruchomości, ropy naftowej, gazu ziemnego i metali szlachetnych. Ponadto, mimo olbrzymich strat inwestorów, na Wall Street zostały wypłacone największe w historii premie.

Jednakże inwestorzy powinni zrozumieć wynikającą z tego przestrogę: „Kupujący, miejcie się na baczności”. Inwestowanie to nie to samo co kupowanie. Jeśli nie jestem zadowolony z narzędzia czy koszuli, które kupiłem w domu towarowym, zwykle mogę odzyskać pieniądze. Gdy udajemy się na zakupy, oczekujemy, że towary będą warte swej ceny. Ale gdy inwestujemy, robimy to w nadziei, że zarobimy więcej pieniędzy – i wiedząc, że ryzykujemy poniesienie strat. Co by się stało z sektorem finansowym, gdyby skarżono brokerów za każdym razem, gdy ich klient traci pieniądze? Koła światowego handlu stanęłyby w miejscu.

Chodzi mi o to, że na świecie pełno jest uczciwych ludzi, którzy udzielają złych rad. „Pracuj wytrwale, oszczędzaj, spłać długi, inwestuj długoterminowo i dywersyfikuj” – to przykład takiej uczciwej, złej rady inwestycyjnej.

Bardzo często spotykamy się także z nieobiektywnymi radami, dlatego też ludzie mówią: „Nigdy nie pytaj agenta ubezpieczeniowego, czy powinieneś się ubezpieczyć; ani sprzedawcy jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych, czy polecają takie fundusze”. Co więcej, istnieje także wielu oszustów i kanciarzy, którzy celowo sugerują nam nieuczciwe przedsięwzięcia.

Dostrzec różnicę

I chociaż konieczne jest, żeby Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oraz odważny prokurator generalny, taki jak Spitzer, egzekwowali przepisy, to my, indywidualni inwestorzy i tak musimy być czujni i osobiście odpowiedzialni za przyjęcie rad, które otrzymujemy i za to, co robimy z naszymi pieniędzmi.

Moim zdaniem, oznacza to, że każdy z nas musi być odpowiedzialny za własną finansową edukację, abyśmy mogli odróżnić dobrą radę od rady nieobiektywnej czy nieuczciwej. Jeśli nauczysz się rozpoznawać te trzy rodzaje rad, to stanie się bogatym będzie proste.

Albo inaczej, jeśli słuchasz rady osoby, która podróżuje metrem, nie dziw się jeśli później sam będziesz musiał w ten sposób podróżować.

Dowiedz się jak zwiększyć swój finansowy IQ i mądrzej zarządzać swoimi pieniędzmi.

Jak już powiedziałem, klienci dla twojej firmy są jak krew dla organizmu. Bez nich bardzo szybko wypadniesz z rynku. Większość twojej energii pochłonie zdobywanie i utrzymywanie klientów przy firmie.

Nowych klientów zdobywa się najtrudniej oraz najdrożej cię kosztują. Aby twoja firma stała się dla nich atrakcyjna, będziesz musiał poświęcić im więcej czasu, pieniędzy i energii. Jeżeli zakładasz firmę to posłuchaj mnie uważnie, gdyż od sukcesów na tym etapie zależeć będzie twoje istnienie na rynku za dwa lata.

W jaki sposób twoja firma może przyciągnąć nowych klientów? Gdyby istniała jedna, prosta odpowiedź na to pytanie, warta byłaby milion dolarów. Mimo tego, że nie ma jednej, prostej odpowiedzi, istnieją pewne sposoby, których wykorzystanie ułatwi ci zadanie i sprawi, że oszczędzisz pieniądze. Naucz się nie popełniać błędów, które inni popełniają, a twoje szanse na sukces wzrosną.

Pierwszym błędem popełnianym przez nowe firmy w celu zdobycia klientów jest obniżanie cen do poziomu niższego niż u konkurencji. Tym samym w nieświadomy sposób zaczynają proces upadku firmy.

Pozwólcie, że wyjaśnię wam, dlaczego uważam, że jest to recepta na katastrofę. O ile nie jest to próba wprowadzenia na rynek nowego produktu, to konkurencja ustaliła już ceny rynkowe produktów. Więc sprzedaż tych samych produktów po niższych cenach zniszczy istniejącą już strukturę cenową. Twoją konkurencję to rozzłości, a ty dalej nie będziesz miał żadnych gwarancji, że ludzie przyjdą do ciebie i kupią twój produkt.

Nauczyłem się tego z własnego doświadczenia. Kiedy po raz pierwszy zaistniałem na rynku sprzedając bilety lotnicze, nie wiedziałem tego wszystkiego, co wiem dzisiaj. Ustaliłem sobie wtedy mój margines zysku na 5% i postanowiłem, że moje biuro będzie znane ze sprzedaży pewnych biletów lotniczych taniej niż u konkurencji.

Mało brakowało, a ogłosiłbym upadłość. Mój margines okazał się za mały, by starczył na pokrycie moich comiesięcznych wydatków, co miało bezpośredni wpływ na przepływ gotówki. Marketing mojej firmy działał efektywnie, nowych klientów przybywało, lecz nie zarabiałem wystarczająco dużo pieniędzy i nie wiedziałem, w czym leży problem.

W końcu o pomoc w znalezieniu efektownych rozwiązań poprosiłem mojego ojca. Zapytał mnie na wstępie o mój margines zysku i jego wysokość. Gdy mu odpowiedziałem, oznajmił jednoznacznie, że to zdecydowanie za mało i jeżeli nie zwiększę go, to wkrótce mogę wypaść z rynku. Dziękuję Bogu za mojego ojca! Poszedłem za jego radą i po kilku miesiącach udało mi się uniknąć katastrofy.

Dzisiaj, moje biuro podróży jest ekspertem w dziedzinie podróży międzynarodowych, lecz nie jest już najtańsze. Oczywiście, że ludzie chcą kupować po cenach konkurencyjnych, ale chcą też kupować u kogoś, kto wie, co robi. Często tanie nie znaczy lepsze.

Badania rynkowe dowodzą, że głównym powodem, którym ludzie kierują się dokonując zakupów jest pewność oraz zaufanie, jakim darzą sprzedawcę i produkt. Cena prawie nigdy nie była dominującą przyczyną i tylko dla niewielu jest ona na pierwszym miejscu.

Nie zakładaj firmy dla ludzi, którzy chcą robić zakupy tylko tam, gdzie jest najtaniej. Dlaczego? Dlatego, że jak tylko znajdą inny sklep, oferujący niższe ceny, nigdy więcej ich już nie zobaczysz. Czy właśnie takich klientów potrzebujesz? Myślę, że nie.

Jeżeli zbudujesz swoją firmę na założeniu, że zawsze będziesz najtańszy, założenie to zawsze będzie ograniczać twój rozwój. Nie musisz być najtańszy. Wystarczy, że będziesz konkurencyjny. Te dwie rzeczy bardzo różnią się od siebie.

Pozwól, że zaprezentuję ci nowy sposób zdobywania klientów. Pamiętasz co powiedziałem, że klientów interesuje nie tylko ich potrzeba i pragnienie? A także, że ty, jako biznesmen powinieneś myśleć o tym, w jaki sposób twój produkt lub usługa może być korzystna dla klientów?

Niech twoje ceny będą takie same jak u konkurencji, a nawet troszkę wyższe. I wtedy właśnie wprowadź nowy system usług. Bądź przyjaźnie nastawiony, pomocny i zawsze uśmiechnięty, gdy klient wchodzi do twojego sklepu. Tym samym twój produkt staje się inny niż u konkurencji, a nawet zyskuje na wartości.

Twoja firma, produkt lub usługa musi wyróżniać się od reszty. Zadaj sobie następujące pytania: Dlaczego ktoś powinien przychodzić do mojego sklepu i coś u mnie kupować? Jeżeli nie różnisz się niczym od wszystkich innych, to dlaczego mają kupować właśnie u ciebie? Twoi przyjaciele i krewni na pewno przyjdą na zakupy do ciebie, ale chcesz też, by twoja firma wykraczała poza krąg tych relacji, prawda?

Niech twój marketing skupi się na mniejszej grupie ludzi. Dlaczego? O wiele łatwiej jest zbudować relacje z mniejszą grupą ludzi lub jednostek. To właśnie nazywamy wysoce efektywną niszą rynkową.

Niech twoim celem będą budynki otaczające twoją firmę, chodzenie od drzwi do drzwi i przedstawianie siebie i swojej firmy. Spotykaj się z innymi biznesmenami i zaprezentuj siebie. Pamiętaj, że ludzie z innych firm to też klienci.

Będąc młodym człowiekiem, zostałem wybrany na radnego w moim mieście. O to stanowisko rywalizowały jeszcze trzy inne osoby, lecz wybrano właśnie mnie. Co takiego było sekretem mojego zwycięstwa? Było to pukanie od drzwi do drzwi każdego domu w moim okręgu wyborczym, przedstawianie się i proszenie o zagłosowanie na moją osobę. Pozostali trzej kandydaci nie robili tego.

W biznesie jest podobnie, a wszystko opiera się na relacjach. Ludzie chcę robić interesy z kimś, kogo znają, choćby w jakimś stopniu. Im lepiej wychodzi ci budowanie relacji, tym więcej sukcesów w biznesie.

Zdobywanie nowych klientów jest jednym z najbardziej kosztownych czynników w biznesie. Nie spędzaj na tym całego swojego czasu, energii i pieniędzy. Naucz się, jak z nowych klientów zrobić stałych klientów.

David Tinney

W każdym mieście, które odwiedzam (nawet w Azji) słyszę od mieszkańców te same komentarze: „Tego się tutaj nie da zrobić”, „Nieruchomości są po prostu zbyt drogie”, „Tu nie ma warunków dla korzystnej transakcji”. Bawi mnie ten sposób myślenia i nie zamierzam walczyć z kimś, kto jest przekonany, że mu się nie uda. Gdyby każdy patrzył na nieruchomości tak jak ja, miałbym o wiele większą konkurencję i w rezultacie płaciłbym więcej za swoje inwestycje.

To prawda, że miasta cechuje cykliczność, zwykle związana z demografią i warunkami ekonomicznymi w danym rejonie. Twoim zadaniem jest określenie, w którym momencie cyklu gospodarczego znajduje się Twoje miasto. W tych samych miastach, inwestorzy zarabiają miliony tuż pod nosem innych ludzi. Jednym ze sposobów, na dostrzeżenie rozwoju jest policzenie dźwigów używanych przy budowie wysokich budynków. Nowe, wysokie budynki oznaczają miejsca pracy. W Las Vegas te budynki to kasyna, w Nowym Yorku – biurowce, domy wielorodzinne i sklepy. Zawsze odbywa się to tak samo: osoba inwestująca w nieruchomości postanawia zaciągnąć kredyt i zbudować budynek. Jestem pewien, że żaden bank nie udzieliłby pożyczki, a deweloper nie wzniósłby budynku, gdyby nie przekonanie, że to opłacalna inwestycja.Nie sugeruję, żebyś natychmiast zabrał się za budowanie dużej nieruchomości. Mówię jedynie, żebyś zaczął dostrzegać pewne oznaki rozwoju w swoim otoczeniu. Jeśli zaczniesz zwracać na nie uwagę, Twoja inwestycja będzie o wiele bardziej dochodowa. W książce The ABC’s of Real Estate Investing o wiele dokładniej przedstawiam moje poglądy dotyczące rozpoznania rynku.Rynek jest ważniejszy niż nieruchomość
Spójrzmy prawdzie w oczy, jaki jest pożytek z nieruchomości inwestycyjnej, w której nikt nie chce zamieszkać? Jest to dość proste, ale wszędzie spotykam inwestorów, którzy dają się skusić na „świetną transakcję” i okazuje się, że cena była tak niska, ponieważ poprzedni właściciele nie mogli znaleźć lokatorów. Brak przychodu jest głównym powodem tego, że inwestycje dotyczące nieruchomości się nie udają. Osobiście wolałbym mieć okropną (pod względem estetycznym) nieruchomość ze świetną lokalizacją na rynku, który idzie w górę, niż piękną, nową nieruchomość w rejonie, w którym gospodarka jest w depresji. Mniej interesuje mnie to, jak moja nieruchomość wygląda niż to, jak wysoki przepływ pieniężny generuje.

Gdy tylko zidentyfikujemy rynek, natychmiast zakładamy na tym terenie naszą sieć, aby zacząć gromadzić informacje i przygotować się do transakcji. Nasze potrzeby są wyraźnie określone. Prawie nigdy świetne inwestycje nie są Ci przedstawiane jako takie. Sekret dobrej transakcji leży w tym, co chcesz z nią zrobić. Co możesz zrobić inaczej niż inni ludzie, aby wygenerować przepływ pieniężny i zwiększyć wartość obiektu?

Poszukujemy źle zarządzanych nieruchomości, które redukują obecnym właścicielom przepływ pieniężny, po czym, gdy ją kupimy, usprawniamy procedury zarządzania. Idea jest bardzo prosta. Innymi słowy, wyszukujemy budynki, które mogą być bardziej dochodowe w rękach nowego właściciela. Właśnie w tym celu stworzyłem swój zespół. Ty także możesz tak postąpić.

Niedawno znaleźliśmy budynek położony w Phoenix, który był poważnie zaniedbany. Był on samodzielnie zarządzany, ale na odległość. Bardzo bogaty właściciel mieszkał w Meksyku i najwyraźniej nie miał czasu, aby zająć się tą sprawą. Wypisywał tylko czeki pokrywające straty, a od dwóch lat wynajmowane było tylko 68% powierzchni mieszkalnej. Wytworzyła się kombinacja zabójcza dla inwestycji: wysokie koszty, niski przychód W niecały dzień (po prostu jeździłem po okolicy i kontaktowałem się z konkurencją w tym rejonie) dowiedziałem się, że choć czynsz w tej nieruchomości był niski w porównaniu z innymi cenami na lokalnym rynku, wskaźnik powierzchni niewynajętej w tym domu wynosił 30%, przy średnim wskaźniku 7% w całej okolicy.

Kupiliśmy ten budynek, szybko wynajęliśmy puste pokoje i zmniejszyliśmy koszty eksploatacji, stosując dobre i solidne praktyki zarządzania. W niecały miesiąc zwiększyliśmy wartość tej nieruchomości o milion dolarów. Wszyscy są zadowoleni z wyników: nasi inwestorzy, ponieważ zwiększyły się zyski i lokatorzy, ponieważ o wiele lepiej się im mieszka.

„Znalezienie nieruchomości inwestycyjnej jest dopiero pierwszym krokiem. Dużo pieniędzy zarabia się i traci wskutek dobrego lub złego zarządzania nieruchomością. Jeżeli zamierzasz inwestować z powodzeniem na rynku nieruchomości, musisz zrozumieć zasady zarządzania nieruchomością”.

Robert Kiyosaki

Analiza nieruchomości inwestycyjnych
Staranna analiza stanu nieruchomości – to proces sprawdzania nieruchomości przed i podczas zakupu. Analiza powinna rozpocząć się zanim złożysz ofertę zakupu, a jej szczyt przypada w okresie pomiędzy akceptacją twojej oferty a jej zamknięciem; przedział czasu jest ściśle określony.

Z punktu widzenia zarządzania nieruchomościami, staranna analiza jest inwestycyjnym być albo nie być. Właśnie w jej trakcie powinieneś się dowiedzieć wszystkiego, co tylko możliwe, by inwestycja w nieruchomość, którą zamierzasz nabyć, zakończyła się sukcesem. Powinieneś poznać faktyczny stan budynków i posiadłości, zapoznać się z umowami najmu, kosztami itd. Różnice pomiędzy stanem rzeczywistym a przedstawionym wcześniej mogą stanowić lukę, która da ci dodatkowe zyski, a także pomoże zaoszczędzić na wielu wydatkach.

Porównawcza analiza rynku jest najważniejszą częścią starannej analizy i polega na zestawieniu czynszów za wynajem interesującej cię nieruchomości z czynszami podobnych nieruchomości. Dobra porównawcza analiza rynku pozwoli ci zorientować się w wysokości czynszów w okolicy. Przeprowadzając taką analizę, będziesz mógł zadecydować, czy podwyższyć czynsz, czy go obniżyć, czy uatrakcyjnić ofertę najmu, czy też nic nie zmieniać.

Narzędzia pomocne w zarządzaniu
Lista czynności towarzyszących wprowadzaniu się nowego lokatora jest dokumentem, którego zarządzający nieruchomością używa podczas wprowadzania się lokatora do twojej posiadłości. Lista ta wymusza na zarządcy bycie skrupulatnym.

Ważne jest to, aby konsekwentnie sprawdzać zdolność kredytową i niekaralność naszych lokatorów. Istnieją firmy zajmujące się sprawdzaniem tych informacji. Korzystanie z takich usług sprzyja właścicielowi, gdyż gwarantuje lepszych lokatorów i pewniejszy wynajem. Wydatkiem za tę usługę może być obciążony ubiegający się o wynajem.

Umowa najmu jest jednym z najważniejszych dokumentów przed wprowadzeniem się lokatora. Należy upewnić się, iż zajęliśmy się każdym punktem umowy. Bardzo ważne jest dla nas także wyegzekwowanie wszystkich warunków opisanych w umowie.

Protokół zdawczo-odbiorczy jest formularzem, z którego korzysta zarządca podczas wprowadzania się oraz wyprowadzki lokatora. Dokument powinien być sporządzony przed wprowadzeniem się lokatora. Jedna kopia powinna być przechowywana w aktach dotyczących nieruchomości, a drugą otrzymuje lokator. Protokół ten stanowi podstawę nałożenia ewentualnych opłat za straty powstałe podczas wynajmu i wyklucza kwestionowanie stanu nieruchomości, w jakim była na przed objęciem jej przez lokatora. Przy wyprowadzce protokół sporządza się ponownie i porównuje z tym, który sporządzono tuż przed wprowadzeniem się lokatora.

Sekrety zarządzania nieruchomością
Rejestr wygasających umów najmu przyda się w przypadku przedłużania pobytu lokatorów w wynajmowanym lokalu. Okaże się on bardzo pomocny podczas śledzenia dat końca umów najmu oraz zagwarantuje, iż każdy lokator wynajmuje lokal po aktualnej cenie w odniesieniu do wyników porównawczej analizy rynkowej.

Ważne jest też to, aby kontrolować skuteczność naszych ogłoszeń, pytając potencjalnych lokatorów, w jaki sposób dowiedzieli się o naszej nieruchomości. Pomocne będzie prowadzenie stosownych notatek.

Koszty związane z nieruchomością mogą szybko wymknąć się spod kontroli, jeśli do każdej pracy będziemy angażować ludzi z zewnątrz. Jeżeli to możliwe, staraj się korzystać z własnego personelu. Z rozwagą należy negocjować i szacować wszelkie oferty i umowy o świadczenie usług.

Na bieżąco należy też oszacować wydatki różne, aby zadecydować, czy i gdzie możemy dokonać odliczeń podatkowych.

Jeśli chcesz otworzyć swój umysł na inwestowanie w nieruchomości, sprawdź jak to zrobić!